15.01.2014
Zdałam! Chociaż nie mam pojęcia, jaki cudem. Serio. Wiem, że generalnie zawsze mówię, że mi słabo poszło, ale naprawdę tak się z tym czułam. Może dlatego, że to nie było kolokwium z fizjologii, tylko neurologii i co chwilę w poszczególnych podpunktach czytałam o rzeczach, które były mi totalnie obce. Istota szara wodociągowa? Przewodzenie do miejsca sinawego? Plus brak pytań o chociażby mechanizm skurczu mięśnia...W sumie może coś mi świtało i rozgryzłam to na logikę albo po prostu dobrze strzelam. Nieważne. Jest zaliczone? Jest. Stabilne 3 cieszy każdego studenta.
Ćwiczenia z fizjo. Pierwszy raz tak fajne zajęcia. Zawsze są świetne, ale dzisiaj wyjątkowo. Nauka osłuchiwania, stetoskopy, chodzący po całej sali studenci z gołymi klatami (chłopacy oczywiście). Zabawa i nauka jednocześnie. Nie mogłam wybrać lepiej!
Nie poszłam jednak na Medic Party. Ja! Sama nie mogę w to uwierzyć, ale nawet ja miewam nastroje, w których nie chce mi się odwiedzać klubów. Nawet nie wiem dlaczego! Może przejadły mi się te imprezy? Było ich w sumie ostatnio aż nadto. Studia... Bynajmniej jednak to nie trwała zmiana, jutro, pojutrze koncerty z Anką plus rundka po klubach w ramach jej pseudo imprezy urodzinowej, ponieważ na tej prawdziwej nie będę mogła się stawić. Będę na drugim końcu Polski. Bywa.
W końcu napisał Damian. Musimy ogarnąć spotkanie. Odkąd spędza w mieście 3 dni na tydzień, widzimy się rzadko. A szkoda. Brakuje mi takich wesołych ludzi. Całe szczęście zostaje za tydzień i robimy odskocznię od wszystkiego. Weekend jest nasz! No prawie, bo w sobotę rano trzeba napisać koło z pato. Nie żebym narzekała. Patomorfologia to najlepszy przedmiot na drugim roku!
Poza tym nastał weekend, szczęśliwie zaczynający się dla mnie w czwartki. I'm a lucky girl.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz